Szkoła Językowa Guliwer, Podróże Guliwera, Szwecja

Matematyk z Ystad

Dziwą mnie różne rzeczy na tym świecie. Dziwi mnie śnieg w październiku, brak komarów w lipcowe wieczory spędzane nad Wisłą, obecność Grzegorza Napieralskiego na listach PO i okryta enigmą nietykalność KRUSu. Dziwią mnie sandały przywdziane do białych skarpet, niczym nieuzasadniona chęć spędzenia choć ułamka sekundy na plaży we Władysławowie oraz telefoniczne zaproszenia na prezentacje żaroodpornych garczków i puchowych kołder w Pruszkowie. Zdziwiłem się również wtedy, gdy spotkałem w Szwecji autochtona, który nie do końca zadowolony był z życia we własnej ojczyźnie.

Podróże Guliwera, SzwecjaWakacje spędzaliśmy w szwedzkim Malmo. To trzecie pod względem wielkości miasto w Szwecji po Sztokholmie i Goeteborgu słynie głównie z otwartego w 2000 roku spektakularnego mostu Öresundsbron łączącego na cieśninie Sund miasto Malmo i Kopenhagę, spinając tym samym półwysep Skandynawski z duńską wyspą Zelandią. Budowla jest o tyle zjawiskowa, że  ciągnie się przez 12 kilometrów, najpierw nad wodą (8 km.), a następnie pod nią w formie tunelu drogowo-kolejowego (4 km.). To sprawia, że dotarcie ze Szwecji do stolicy Danii to kwestia półgodzinnej, jakże przyjemnej podróży pociągiem lub własnym bolidem. Inny charakterystycznym punktem na mapie miasta jest wybudowany w 2005 roku wieżowiec Turning Torso – pięćdziesięcioczteropiętrowy, kolos skręcony wokół własnej osi niczym waniliowe lody świderki czy wyżymany po sowitej kąpieli biały ręcznik. „Skręcony Tors” (bo tak należy chyba przetłumaczyć nazwę budynku), zbudowany jest z uwzględnieniem wszelkich innowacji w dziedzinie ochrony środowiska i ekologii. To akurat nie dziwi, bo Malmo (podobnie jak niemal cała Szwecja) słynie w świecie ze swej dbałości o Matkę Ziemię, toteż w nowej części miasta zaprojektowano specjalny, podziemny system odprowadzania nieczystości. System ten wespół z ogólnospołeczną świadomością ekologiczną, sprawia, że na tamtejszych chodnikach nie uświadczysz niedopałka papierosa. Jakże to dziwaczny widok gdy na trawnikach nie walają się ni psie kupy, ni paczki po chipsach rzucane bezwiednie przez wyrostków w kapturach z napisem CHWDP. Widok to tym bardziej szokujący im żywszy w naszej pamięci obraz polskich trawników po marcowych roztopach.

Miło i przyjemnie jest więc pewnie mieszkać w kraju Nobla tym bardziej, że kierowcy zatrzymują się tu zawsze na pasach pomimo, że pieszy znajduje się w odległości dziesięciu metrów od zebry, pracownicy świetnie zarabiają, sektor socjalny jest szczodry zarówno dla samych Szwedów  jak i licznych imigrantów, którzy chętnie się tu osiedlają. Dodajmy to tego obrazu dużo zieleni, liczne parki, place zabaw i inne „obiekty użytku publicznego” i idylla gotowa. Na co tu narzekać? Toż to istny raj na ziemi! No może z wyjątkiem pogody, która na Szwedzkim wybrzeżu potrafi być nieprzyjemna jak Monika Olejnik.

Podróże Guliwera, SzwecjaJednak to nie na pogodę psioczył mój rozmówca. Svena (imię zmieniłem celowo) spotkałem w jednym z miejskich parków, kiedy przechadzałem się pewnego ciepłego lipcowego wieczoru w towarzystwie mej miłej żony i przyjaciela pracującego w Malmo na kontrakcie. Siedząc na jednej z parkowych ławeczek i prawiąc o różnicach pomiędzy życiem w świecie IKEI, a światem Cepelii, mój wzrok natknął się na wystający brzuch należący do tułowia stojącego tuż przede mną. Był to mężczyzna po 40stce o dosyć niskim wzroście i lekkiej nadwadze, którego lica zdobił wąs, dosyć nietypowy dla Szwedów, wyłączywszy tych, którzy z rozrzewnieniem wspominają czasy Karola X Gustawa i inwazję na Polskę, potopem szwedzkim potocznie zwaną.  Szwed przedstawił się nam jako matematyk z Ystad, który w Malmo bawi na tzw. gościnnych występach, w których alkowy nie chciał się wdawać choć jego mętny wzrok, nieskorodowane ruchy i puszka cydru truskawkowo-limonkowego firmy Rekorderlig dzierżona pewnie w dłoni mówiły nam o nim aż nadto. Jego dzień wyraźnie miał się ku końcowi. Dowiedziawszy się, że mówimy po angielsku, sam przeszedł zwinnie na płynną angielszczyznę, która wprowadziła nas wszystkich w niemałe osłupienie, chociaż świetna znajomość języka Szekspira wśród Skandynawów od Helsinek po Rejkjavik jest w świecie ogólnie znana. Gdy rozmowa zaczęła się na dobre, a Sven dowiedział się kim jesteśmy i co tu robimy, począł przepraszać za potop. Przeprosiny przyjęliśmy w imieniu rządu III RP i władz Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy ustaliliśmy już kto kogo najechał w 1655, zaczęliśmy przechwalać się naszą wiedzą o kraju rozmówcy. Kiedy wspomniałem o samochodach Volvo, Ikei, klopsikach Köttbullar z ziemniaczanym puré i żurawiną, drewnianych konikach, borówkowych dżemach i Pippi Långstrump, Sven jednym tchem wyliczył wódkę, Wałęsę i Świnoujście. Gdy wymawiał to ostatnie, brzmiał jakby jamę ustną pełną miał suchych liści kasztanowca.

Po tej wyliczance kulturowych dobrodziejstw obu nadbałtyckich krajów, Sven popadł w zadumę. Zauważyłem, że puszka cydru, którą wciąż dzierżył w wielkiej dłoni wyschła niczym rezerwy banku narodowego. Był smutny i chciało mu się pić. Zacząć więc narzekać na otaczającą go szwedzką rzeczywistość. Okazało się, że zakup alkoholu w Szwecji nie należy do najłatwiejszych zadań. Sven ubolewał, że w Malmo – stolicy regionu Skania, znajdują się jedynie trzy sklepy monopolowe, które zamyka się wczesnym wieczorem, a w których ceny są, delikatnie mówiąc, nierozsądne. Oczywiście piwo można kupić w niemal każdym większym sklepie czy w supermarkecie, ale jest to wyłącznie trunek o zawartości poniżej 3.5 promili alkoholu! Sven uznał to za narodową hańbę i powód do wstydu, a dał temu wyraz powtarzając wciąż pod nosem „I don’t understand it, I don’t understand it…”, jednocześnie wpatrując się gdzieś w odmęty nocy, jakby kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Faktycznie, w Szwecji monopol na sprzedaż mocniejszego alkoholu ma sieć rządowych sklepów o nazwie Systembolaget. Wszystkich tego typu sklepów w Szwecji jest zaledwie 500, a otwarte są od 9.00 do 18.00 na tygodniu,  w sobotę od 10.00 do 15.00, a w niedziele nieczynne!!! Mało tego, aby legalnie nabyć alkohol, trzeba mieć skończone 20 lat. Jeśli ktoś więc myśli, że w Szwecji można sobie tak beztrosko zakupić zgrzewkę Heinekena, Calsberga, Stella Artois czy po prostu Harnasia, jest w poważnym błędzie. Taka polityka rządu to odpowiedź na szerzący się wśród Szwedów alkoholizm szczególnie wśród osób bezrobotnych, czego wynikiem była tzw. ustawa alkoholowa wprowadzana w życie stopniowo w latach 60tych i 70tych ubiegłego milenium. Imprezowicze nie będą więc w Szwecji mieli łatwego życia, ale wydaje się, że ustawa ma jednak pewne plusy. Na ulicach właściwie nie uświadczysz wąsatych pijaczków załatwiających swe potrzeby fizjologiczne na przystankach autobusowych z pieśnią „Hej Sokoły” na ustach. Wydawać się więc mogło, że wszyscy z takiego stanu rzeczy powinni być zadowoleni. Matematyk z Ystad nie był. Żył w pozornie perfekcyjnym świecie IKEI, który wcale perfekcyjny nie był.

Posted in Podróże guliwera and tagged .